Czwórka
       58-506 Jelenia Góra ul. Karłowicza 33 tel. 75 423 38      
Kontakt:       Redakcja - czworka@jelenia.gora.pl     Szkoła - gimnazjum4@jelenia.gora.pl


czwórka

Qlturka



Gra

Film
Muzyka
Książka
Texty
Produkcje
Gra
Doom 3
Far Cry
Need for Speed: Underground 2
Need for Speed: Underground 2
Painkiller
Prince of Persia: The Sands of Time
Prince of Persia: Worrior Within
Warhammer 40000: Dawn of War


Far Cry

dodano: 15-11-2005

Jeszcze przed graniem w Far Cry'a słyszałem o tej grze wiele dobrego, była nominowana nawet do gry roku 2004. Szczyciła się podobno świetną grafiką, nieliniowością, fizyką, otwartością obszarów itd. itp. Czy to była prawda? Miałem się o tym wkrótce przekonać...
A więc zacznijmy od początku. Grę rozpoczyna intro, które bardziej przypomina jakiś koszmarny sen niż początek fabuły. Jednakże chodzi o to, że naszym alter ego w świecie gry jest niejaki Jack Carver, który jest kimś w rodzaju taksówkarza, który za opłatą przewozi swoją łodzią turystów na okoliczne wysepki. W końcu na jego pokład wchodzi "dziennikarka" Valerie Cortez, chcąca dotrzeć na wyspę Cabatu. Oczywiście, on zgadza się na to i pośpieszne wyrusza ku wyspie.
Lecz u jej brzegów łudź zostaje zostaje ostrzelana, reporterka Valerie porwana, a my jesteśmy skazani na pewną śmierć. Jeśli nie weźmiemy się w garść i szybko czegoś nie wymyślimy.
Wkraczamy do akcji. Podczas pierwszej misji uczymy się podstaw, nawet nie będę opisywał czego, bo to na pewno wszyscy wiedzą. Ale chwilę po tym nawet w tej pierwszej misji można dostrzec bogatą interaktywność z otoczeniem. Każdy lżejszy przedmiot da się przewrócić, lub choćby przesunąć. Cięższych się nie da z wiadomych powodów. Na samym początku jesteśmy w kanale i nie możemy dobrze ocenić możliwości silnika graficznego (Cry Engin), lecz tuż po wyjściu z niego ukazuje nam się przepiękna, otwarta przestrzen, porośnięta palmami, fale krystalicznej wody delikatnie uderzają o złocisty piasek, a niebo jest tak przejrzyste jak w jeszcze żadnej grze.
Obrazek niczym z pocztówki, na której jest jakaś rajska wyspa, na której miałoby się ochotę zamieszkać i zapomnieć o całym świecie. Lecz nie wiedzieć czemu na plaży panoszą się uzbroieni po zęby żołnierze, strzegący nie wiadomo czego.
Tego wszystkiego dowiemy się wraz z rozwojem fabuły, która jednak nie jest zbyt oryginalna, ot po prostu stanowi tło dla naszych poczyniań. Nie sposób nie pochwalić nieliniowości tej gry. Za przykład weźmy drugą misje, która rozgrywa się na starym, japońskim lotniskowcu z okresu drugiej wojny światowej. Będąc już w środku żeby np. dostać się do wyznaczonego punktu możemy to zrobić, przedzierając się przez wrogów używając przy tym samych frontowych drzwi lub można dostac się tam rozległymi kanałami wętylacyjnymi.
Co wybierzesz, to zależy od ciebie. Takich momentów w Far Cry'u jest całe multum i znacząco urozmaicają rozgrywkę, np. nie to co w Doom 3, który jest do bólu liniowy (co nie znacza że zły). W grze przeciwnicy dzielą się na ludzi i mutantów. Ludzie to zazwyczaj zwykli najemnicy, ale trafiają nam się także pracownicy i naukowcy, oczywiście, nie są bezbronni, więc nie jest to rzeź niewiniątek.
Mutanci to cóż... mutanci. Głównie atakują wręcz, ale znajdują się niewidzialne, a nawet tacy giganci z rakietnicą zamiast ręki. By zwalczyć tą całą menażerię dysponujemy szerokim wachlarzem oręża. W jego skład wchodzą m.in. rakietnica, kilka karabinów, pistolet, maczeta, kilka rodzai granatów, shotgun, snajperka - i przy niej mały szczegół. Mianowicie podczas zoomu celownik tak się kołysze, że trudno dobrze wymierzyć, lecz by to ograniczyć, można wstrzymać oddech, defaultowu jest to spacja.
Jednak mimo tego, że mamy tak dużo broni, naraz możemy nieść tylko cztery, nie licząc granatów i gołych pięści. Lecz tymi ostatnimi zbyt wiele nie wskuramy.
Teraz kilka słów o pojazdach. Możemy pojeździć dżipem, buggy, a każdy z nich ma zamontowaną broń (rakietnica lub karabin). Ale to nie wszystko: istneją także łodzie, też z zamontowaną bronią, a nawet lotnie, które możemy wykorzystać do szybkiego przemieszczania się po planszy. Odnośnie jeszcze pojazdów lądowych: jechałem jednym i zatrzymałem się na zboczu, by wziąść kilka rzeczy, ale zaraz miałem jechać dalej. Wyszedłem z wozu, lecz zobaczyłem, że zaczyna się cofać w dół. Okazało się, że żeby temu zapobiec musiałem zaciągnąć ręczny.
Małe a cieszy:)
Far Cry ma też ogromny plus za AI wrogów. Twórcy spisali się pod tym względem na medal. Np. po jakimś czasie w grze można napotkać niewidzialne mutanty, które potrafią posługiwać się bronią palną. Patrzyłem na takiego przez gogle termowizyjne. On dobrze wiedział, że jest niewidzialny i próbował to wykorzystać, a nie bezmyślnie strzelać do mnie z drugiego końca. Chciał mnie zaatakować wręcz, co prawie zawsze kończy się śmiercią. Lecz nie wyszło mu, bo władowałem mu serię w łeb.
Inny przykład. Ten najbardziej mnie zaskoczył. Dorwałem się do stacjonarnego miniguna i z uśmiechem na twarzy zacząłem wyrzynać wrogów. Niektórzy z nich chowali się za skrzyniami znajdującymi się za dwoma mostkami linowymi. Dlatego strzelałem w nich dobre kilka minut. W końcu uznałem, że wszyscy są martwi. Poszedłem tam. Niespodziewnie jeden z żołnerzy wyskoczył zza skrzyni. Oddał kilka strzałów w plecy. Odwróciłem się, lecz widziałem go tylko przez ułamek sekundy. Znów się gdzieś schował. Zacząłem okrążąć stos skrzyń, gdyż sądziłem, że się tam ukrył. Po jakimś czasie bezowocnego szukania zwróciłem uwage na odgłosy kroków za sobą. Gdy się obróciłem, zauważyłem właśnie jego!
Okazało się, że przez cały ten czas podążał za mną, czekając tylko na najdogodniejszą okazję do zabicia mnie. Po tym zdarzeniu gra wywarła na mnie naprawdę duże wrażenie.
Hmm, wypadałoby teraz napisać coś o stronie audio gry. Muzyka jest głównie w menu. Podczas gry też czasem przygrywa, ale niezbyt często. Właściwie to dobrze, bo niektórych wrogów nie da się zlokalizować wzrokiem. W dżungli słychać ptaki, a w nocy cykają świerszcze. Podsłuchując wrogów można się dowiedzieć, czy np. zauważyli coś dziwnego, co zamierzają zrobić itd.
Teraz błędy gry. A raczej błąd, bo żadnego innego nie zauważyłem. Silnik fizyczny jest bardzo dobry, ale nie bezbłędny. Kilka razy po zabitym wrogu jego broń pozostawała w powietrzu. Troche dziwne.
Na koniec jeszce dodam, że na płycie znajduje się edytor i za jego pomocą możemy stworzyc swojego własnego Far Cry'a! Sandbox (bo tak się nazywa edytor) ma ogromne możliwości, jednak co za tym idzie, jest bardzo skomplikowany i trzeba naprawdę dużo czasu, żeby się w nim połapać i umieć coś stworzyć. W necie znalazłem obszerny manual do niego, ale był po angielsku, co trochę komplikowało sprawę.
Jeśli chcecie dobrego FPSa, to Far Cry jest zdecydowanie NAJLEPSZY, jaki dotąd wyszedł!!! Chcecie więcej dowodów? To zagrajcie, a wsiąkniecie w niego i przepadniecie na kilka dni. Ta gra jest niesamowita pod każdym względem.
Kilan

Warhammer 40000: Dawn of War

dodano: 19-10-2005

Uniwersum Warhammera 40 000 jest znane ludziom na całym świecie. Już wiele razy próbowano go przenieść na ekrany monitorów. No cóż, z różnym skutkiem, niestety.
Weźmy na przykład Warhammer 40 000 fire warrior. Był to FPS, który okazał się totalną porażką, w istocie hańbił dobre imię tej wspaniałej gry. Ale zanim zacznę opisywać Warhammera 40 000 Dawn of War, opowiem po krótce, czym był pierwowzór.
Warhammer 40 000 to gra bitewna, której akcja jest rozgrywana przy pomocy figurek przedstawiających wojowników, psioników i pojazdy. Walka jest toczona w turach, w których gracze wykonują swoje posunięcia naprzemiennie. Ich działania podzielone są na ruchy, ostrzał i walkę wręcz.
Czas opowiedzieć, o czym jest komputerowy Dawn of War. Nie jest to FPS ani RPG, tylko RTS. Czyli strategia czasu rzeczywistego. I co się okazuje? Że to strzał prosto w dziesiątkę. Dziwne, że wcześniej tego nie zauważono - podobieństwa tych dwóch gatunków. W każdym razie okazało się to świetnum rozwiązaniem.
Możemy poprowadzić do boju cztery rasy tego uniwersum. Kosmicznych Marines, Kosmicznych Marines Chaosu, Eldarów i Orków. Każda w jakiś sposób wyróżnia się spośród innych np. Orkowie są najlepsi w walce wręcz, ale najgorsi w walce na odległość, dodatkowo mają najliczniejsze siły. Dla porównania weźmy Kozmicznych Marines, których przeciętny oddział z dowódcą liczy 9 żołołnierzy (a u Orków 17). Z kolei Kosmiczni Marines dysponują najsilniejszą siłą ogniową w grze. Więc do każdej rasy trzeba stosować inną taktykę, w dodatku trzeba brać pod uwagę, jaką rasą się gra.
Inteligencja wroga stoi na bardzo przyzwoitym pozimie. Czyli grając na poziomie normalnym jest już naprawdę trudno. Przeciwnik, gdy widzi, że przegrywa, nie poświęca wszystkich swoich jednostek i zarządza odwrót, by powrócić z większymi siłami. A gdy ma sojusznika, oboj trzymają się razem i chronią się nawzajem, co sprawia, że trudno ich podejść. W dodatku ich ataki są dobrze zorganizowane. Wszystkie rasy są bardzo fajne, ale w kampanii możemy pokierować, niestety, tylko jedną, a mianowicie Kosmicznymi Marines.
Rozpoczyna się od coraz liczniejszych ataków Orków, którymi jak się okazuje, kierują Kosmiczni Marines Chaosu. Fabuła jest w rzeczywistości dużo bardziej skomplikowana, ale nie zdradzę jej szczegółów, żeby nie zepsuć Wam zabawy. Ma jednak poważną wadę, a mianowicie historia urywa się. Widać, że pojawiło się nowe zło na miejsce starego i przydałoby się je zwalczyć, a tu nic. Może w dodatku będzie kontynuowana, ale na razie jest to minus dla tej gry.
Warto wspomnieć coś o samej rozgrywce. O dziwo, różni się nieco od znanych nam już dzisieszych RTS-ów. Weźmy choćby surowce. Tu nie musimy budować jakichś fabryk czy zaganiać jednostki do złoża, bo są w grze punkty kontrolne, które możemy przejąć za pomocą kilku żołnierzy. Po przejęciu generuje w regularnych odstępach czasu, punkty rekwizycji. Istnieje w grze też drugi surowiec - energia, ale żeby ją zdobyć, wystarczy wybudować generator.
Sposób tworzenia jednostek także jest nieco odmienny. Na początek rekrutujemy nie jedną, ale mały oddział jednostek i w dowolnym momencie możemy dokupić następne np. gdy podczas walki stracimy jakąś. Wtedy jednostka sama teleportuje się na miejsce bitwy. Możemy je dodatkowo wyposażyć w uzbrojenie specjalne. Oprócz zadawania obrażeń mogą też łamać morale przeciwnika, co sprawia, że traci chęć do walki i ratuje swoje życie uciekając w popłochu.
Od strony graficznej gra prezentuje się cudownie. Nie widziałem jeszcze tak pięknego i bogatego w szczegóły RTS'a. Można przybliżyć kamerę i dokładnie obejrzeć każdego żołnierza, zobaczyć każdy szczegół. Tego nie można opisać słowami, to trzeba zobaczyć, choćby na screenach. Dźwiękowo też ładnie, ale mam jedno zastrzeżenie. Każda jednostka ma przyporządkowaną jedną odzywkę do jednej czynności, co czasem sprawia, że można się pociąć słuchając tego samego zdania w kółko. Aaahh!!!
Jednak te wady są niemal niczym w porównaniu z ogromem nowego Warhammera, który to w końcu został przenieśony na ekrany naszych monitorów taki, jaki być powinien od dawna. Posiada klimat, a co za tym idzie grywalność, która jest charakterystyczna dla tej już legendarnej serii. Więc nie pozostaje nam nic innego jak tylko zanurzyć się w świecie Warhammera 40 000 Dawn of War i grać, grać i jeszcze raz grać.
Kilan

Painkiller

dodano: 11-10-2005

Mówią, że Polacy nie potrafią robić wielu rzeczy. W tym, niestety, gier. Ale czy napewno? Ostatnie dzieło studia Dream Catcher wydaje się zaprzeczać tej regule.
Gra rozpoczyna się dosyć nietypowo, bo od śmierci naszego głównego bohatera, Daniela Garnera. Ginie on w skutek tragicznego wypadku samochodowego wraz ze swoją żoną. Lecz nie jest mu dane spędzać czas radosnie w Niebie wraz ze swą ukochaną. To dlatego, że został wybrany do walki ze złem przez jednego z Aniołów. A zło nosi imię Lucyfer.
Daniel jednak niechętnie do tego podchodzi, lecz wie, że to jedyna droga, by być z powrotem ze swoją żoną. Gra toczy się między Niebem a Piekłem. W tym miejscu grzeszne dusze muszą odkupić swoje winy, by pójść do raju. Po wkroczenu w świat gry naszym oczom ukazuje się ponury krajobraz cmentarza. Mroczne gotyckie budynki, rozkopane groby i mgła delikatnie unosząca się nad ziemią. Złowieszy klimat po prostu wylewa się z ekranu monitora i uderza w nas silną falą.
Podobne wrażenie robi na nas broń. Każda ma co najmniej dwa tryby strzału. CO NAJMNIEJ DWA. W niektórych jest nawet trzeci tryb. Np. broń o nazwie painkiller, w której pierwszy rodzaj ataku to wirujące ostrza, drugi to wystrzeliwany szpikulec a trzeci to wystrzeliwane wirujące ostrze, rozpłatające przeciwników na kawałki. Ciekawie rozwiązano kwestie innego uzbrojenia. Takiego jak tu nie znajdziecie w żadnej innej grze. Np. wpadlibyście na pomysł na połączenie rakietnicy z minigunem? Nie? A oni owszem.
Takich pomysłowych rozwiązań jest więcej, lecz wpływa to na ilość posiadanego przez nas orężą, bo mamy do dyspozycji tylo pięć sztuk. W końcu najważniesza jest jakość, nie ilość, a na niej się nie zawiedziecie.
Ważną kwestią oprócz broni jest to, do kogo z niej strzelamy. Przeciwnicy są różnorodni, ale, niestety, zbyt często się powtarzają. W grze atakują nas falami, to znaczy idziemy do pewnego momentu, gdy nagle wszelkie drogi ucieczki zostają odcięte przez ściany, które wyrastają jak spod ziemi. Wtedy zazwyczaj wyskakuje na nas 20-30 podobnych wrogów i rozpoczyna się rzeźnia, a w głośnikach zaczyna rozbrzmiewać metal.
Po kilku minutach i kilkunastu rozszarpanych wrogach wszystko powraca do normy, ściany opadają i możemy przejść kilka metrów dalej, by powtórzyć wszystko od początku. Dla każdego poziomu istnieje zazwyczj jeden zestaw przeciwników, ale czasami zdarzy się im powtórzyć za kilka leveli. Każdą serie poziomów kończy spotkanie z jednym z generałów Lucyfera.
Wszyscy, choć zupełnie różni, mają wspólną cechę, a mianowicie są ogromni. Najmniejszy z nich jest wysokości mniej więcej czteropiętrowego budynku, a sam Lucyfer przerasta niejeden blok. Przez to po pokonaniu takiego olbrzyma ma się uczucie, że dokonało się czegoś wielkiego. W końcu fajnie wygląda, gdy bydlę, w które wpakowałeś kilka ton ołowiu, przewraca się na ziemię z hukiem, a okoliczne budowle zapadają się pod wpływem wstrząsu...
Wszystko wygląda niesamowicie za sprawą dobrego silnika graficznego i doskonałego modelu fizyki, za którą odpowiedzialny jest Havok 3.0, jak na razie najlepszy pod tym względem. Interesująco wygląda np. przeciwnik, który został przebity drewnianym kołkiem i leci kilka metrów w dal...
Czas poruszyć sprawę kilku ciekawych dodatków, które urozmaicają nam rozgrywkę, jak choćby karty czarnego tarota. Otrzymujemy je za wykonanie jakiegoś zadania podczas przechodzenia levelu. Może to być np. zniszczenie wszystkich przedmiotów na mapie lub znalezienie wszystkich sekretnych miejsc. Karty czarnego tarota dzielą się na dwie grupy: srebrne, które są aktywne cały czas i złote, które możemy uaktywnić tylko raz podczas poziomu. Srebrne możemy mieć maksymalnie dwie, a złote trzy. Umieszczamy je w slotach.
Czarny tarot to jednak nie jedyna niezwykła rzecz. Możemy też po zebraniu 66 dusz zamienić się w demona. W tym trybie poruszamy się dużo szybciej niż normalnie i widzimy wrogów otoczenych czerwoną poświatą, co ułatwia nam ich zlokalizowanie. Potem wystarczy namierzyć uciążliwego delikwęta i wcisnąć lewy klawisz myszki, by go rozerwało na strzępy.
W tym trybie wystarczy jeden strzał, by uśmiercić każdego, oprócz bossa. Niestety, stan ten trwa kilka sekund i zbyt długo się nim nie nacieszymy. Aby jednak go osiągnąć, musimy wpierw zdobyć owe dusze.
Jest to prosta sprawa, gdyż każdy martwy przeciwnik zostawia po sobie jeden egzemplarz. W dodatku dusza regeneruje nasze zdrowie, ale niezbyt wiele, bo tylko jeden punkt, a apteczek w tej grze nie uświadczymy. Czasami ratują nas savepointy, ale jedynie wówczas, gdy mamy 99 lub mniej zdrowia. Wtedy uzupełniają nam je do 100.
Zdaje się, że jeden z ostatnich poziomów w grze był niedokończony. Jego akcja toczyła się na zamku (to tak na marginesie). Zdarzało mi się tam czasem utknąć w ścianie, a w niektórych miejscach brakowało tekstur. Hmm, drobne niedopatrzenie? Może... Jednak pod koniec gra zaczyna trochę nużyć. Ciągłe powielanie tego samego schematu wciąż i wciąż... Jednak warto się przez to przemęczyć, by ujrzeć ostatni poziom w grze: Piekło, które przedstawia największe katastrofy ludzkości, jak choćby Druga Wojna Światowa, wybuch pierwszej bomby atomowej, a nawet zatonięcie Titanica.
Piękna grafika, wspaniały design map i rewelacyjny silnik graficzny to niewątpliwie atuty tej gry, podobnie jak niemalże nieustająca akcja. To doskonały relaksator po ciężkim dniu, gdy chcesz się odprężyć i nie wysilać swojego umysłu. Painkiller zapewni Ci godziny znakomitej rozgrywki, jakiej od dawna nie było na rynku gier. Czyżby to był znak, że w końcu nauczyliśmy się robić dobre gry? Pewnie nie... A to jest jedynie wyjątek potwierdzający regułę, ale co nam szkodzi pomarzyć...:)
Kilan

Doom 3

dodano: 06-10-2005

Na grę Doom 3 czekaliśmy długo, nawet bardzo. Czy wytwałe czekanie opłaciło się? Czy dane nam będzie powtórnie zmierzyć się z piekielnymi zastępami z zimnym shootgunem w ręce nerwowo spoglądając na ilość amunicji? Zobaczymy.
Akcja gry rozpoczyna się inaczej niż w poprzednich dwóch częściach. Tym razem nie przedzieramy się przez zastępy wrogów na Phobosie, jednym z księżyców Marsa, tylko już na nim samym. Wcielamy się w bezimiennego marine zatrudnionego przez korporację U.A.C., która to założyła swoją bazę na Marsie i rzekomo zajmuje się terraformingiem czerwonej planety. Ale rzeczywistość okazuje się trochę inna. Jaka?
Dowiecie się sami wraz z rozwojem fabuły. Po dotarciu na owe ciało niebieskie od razu zabieramy się do roboty. Lecz pełnienie naszych obowiązków przerywa niespodziewanie portal do samego Piekła. Pierwsze wydostają się z niego Lost Soule, Zagubione Dusze, które opanowóją ciała naukowców i innych marines zamieniając ich w zombie.
W dodatku okazuje się, że portal nie otworzyłby się, gdyby nie dr Betrueger, który przeszedł na stronę Piekła skuszony nieograniczoną potęgą. Przez pierwsze poziomy przedzieramy się przez owe zombiaki, a dodatkowo impy-mięso armatnie Piekła, który miota z rąk ogniste kule, a w tym czasie fabuła schodzi na drugi plan.
Nie przejmując się tym przemy naprzód, co zbyt skomplikowanym zajęciem nie jest, choćby z tego względu, że gra jest do bólu liniowa. Mamy tylko jedną właściwą drogę do celu i trzeba się jej trzymać, żadne abstrakcyjne myślenie nie jest wskazane i tak przez całą grę, ech... Naszym celem jest, oczywiście, wyciąć w pień tą całą piekielną menażerię, a w jej skład wchodzą oprócz już wcześniej wymienionych: Revenat - szkielet ubrany w pancerz z dwiema wyrzutniami rakiet na ramionach. W dodatku pociski są samonaprowadzające. Pinky demon - potężna, czworonożna bestia z dwiema mechanicznymi nogami i kłami zdolnymi przebić pancerz czołgu, trites - ludzke głowy z pajęczymi nogami, słabe, lecz atakujące stadnie, muncubus - wielki demon z zamontowanymi miotaczami ognia zamiast rąk, archvile - respawnuje pomniejsze bestie i w końcu elita piekieł: hellknight - wielki i trudny do pokonania. Miota z rąk kulami plazmy lub czymś podobnym.
Wymieniłem jedynie ciekawsze z nich, oprócz wyżej wymienionych jest jeszcze czterech bossów, ale ich zobaczycie sami. Na nich trzeba znaleźć sposób, a nie bezsensownie strzelać, póki bydlę nie padnie i wyzionie ducha. Na szczęście mamy arsenał, którego mógłby nam pozazdrościć niejeden mały kraj. Dysponujemy m.in. shootgune, działkiem obrotowym, plasma gunem, rakietnicą, BFG9000 (nie rozwinę tego skrótu...), a nawet bronią z samego wnętrza piekieł. Nazywa się soul cube i została stworzona przez cywilizację marsjańską, która niegdyś zamieszkiwała tę planetę.
Lokacje w grze są ładnie zaprojektowane, lecz jak wcześniej pisałem, przez fabułe która jest liniowa istnieje tylko jedna droga do celu. Nie zmienia to faktu, że poziomy są ładnie zaprojektowane. Doskonale spisuje się tu nowy silnik graficzny, który jednak Far Craya nie przewyższa, choćby ze względu na brak jakichkolwiek otwatych przestrzeni. A Doom3 to tylko ciasne, ciemne korytarze, w których co jakiś czas słychać niepokojące szmery lub jakieś inne przerażające odgłosy.
Wracając do dźwięków są bardzo dobrze dobrane. Gdy idziesz wąskim, ciemnym kanałem wentylacyjnym, słyszysz jakieś powtarzające się udarzanie. Czy to kroki? Czy może jednak odgłos jednej z pracujących maszyn? Chwila nieuwagi w tych ciemnościach, a twoja dusza może już być w piekle.
Tak, no właśnie, ciemnościach. Twórcy wymyślili sobie, że możesz tylko używać latarki i patrzeć jak potwór rozrywa cię na strzępy lub być uzbrojonym jak czołg, lecz celnym jak ślepiec. Ten element tak bardzo się nie spodobał graczom, że zaraz, gdy Doom trafił do sklepów, wyszedł patch, który pozwala na przymocowanie latarki do aktualnie używanej broni.
Czas na największą wadę gry, a mianowicie skrypty. Każdy element w grze jest całkowicie zaskryptowany, czy to jakaś beczka się przewróci, robiąc dużo hałasu, czy to jakiś demon zrespawnuje się za naszymi plecami. Wszystko jest z góry zaplanowane. A to wszystko sprawia, że Doom 3 to gra na jeden raz. Po co ją przechodzić, skoro wszystko się widziało i zrobiło?
Oczywiście, autorzy jak zwykle chwalili się nie tylko nieliniowością gry i brakiem skryptów, ale także wspaniałym silnikiem graficznym. Cóż, jest to kłamstwo, choć może nie do końca, bo jakiś przedmiot zepchnięty ze stołu faktycznie spadnie na ziemię, ale raczej wrażenia to na nikim nie zrobi.
Denerwujący jest także brak interakcji z otoczeniem. Nie można np. stłuc szyby, co jest już nadzwyczaj dziwne, bo o ile dobrze pamiętam, to gry z 2000 r. miały taką możliwość. No tak, wady wadami, ale w końcu Doom 3 to naprawdę kawał dobrego fpsa. Miał to być interaktywny horror. No, horror jest gorzej, z tą interaktywnością, a raczaj jej brakiem. Jeśli się nie przemujesz powyższymi wadami, to moge Ci go śmiało polecić, a jeśli przeszkadzają... to też! Bo Doom3 to dalej świetna gra, która i tak będzie pamiętana latami.
Kilan

Prince of Persia: Worrior Within

dodano: 03-10-2005

Gra Prince of Persia Worrior Within jest już kolejną z kultowej serii o przygodach księcia. W najnowszej odsłonie najbardziej zmienił się sam książe. Stał się bardziej mroczny, jego ciało zdobią liczne blizny i złowrogi błysk w oczach. Nie przypomina już tego z Sands of Time.
Ten tutaj nie próbuje ocalić rodziny i odwrócić biegu wydarzeń, jak miało to miejsce poprzednio, próbuje jedynie przeżyć. A jak wiadomo, do łatwych zadań to nie należy, bo i tym razem staną z nim do walki hordy przeciwników, w tym nieśmiertelna istota Dahaka, chcąca skrócić czas naszego pobytu na tym padole łez. Także wymyślne pułapki, które są już ikoną serii, nieraz staną na drodze; zaliczyć do nich można kolce w podłożu, piły tarczowe na ścianach, wirujące pale nabite ostrzami itd., itp.
Oczywiście, nasz hero nauczył się paru pożytecznych sztuczek takich jak bieganie po ścianach (nawet pionowych), skakanie z jednego gzymsu na drugi. Salta to dla niego tyle co nic, ba, nawet potrafi kontrolować czas! Jeśli coś nam się nie udało, np. wpadliśmy do jakiejś zapadni z kolcami, możemy cofnąć czas o kilka sekund lub jeśli jakieś drzwi są otwarte tylko na pewien okres czasu, spowalniamy go, by spokojne potruchtać do naszego celu przeznaczenia.
Książę również potrafi nie tylko skakać, ale też walczyć i to jak. Tak widowiskowej walki na PC nie było od dawna. Możemy władać dwoma orężami naraz: jednym głównym, który zmienia się co jakiś czas wraz z posunięciami w grze i drugim dodatkowym, który możemy znaleźć przy poległych wrogach lub stojakach na broń. Te drugie są podzielone na miecze, buławy, topory, sztylety i specjalne. Łącznie jest ich wszystkich 50.
Techniki walki są najróżniejsze, możemy np. odbić się od ściany i z impetem uderzać w przeciwnika, zrzucić go w przepaść, skręcić kark, zabić jego własną bronią albo wykorzystując do tego elementy otoczenia. Do walki zagrzewa nas gorący metalowy podkład zaspołu Godsmack, który idealnie pasuje do widoku prezentowanego na ekranie.
Grafika prezentuje się bardzo pięknie, rozbudowane lokacje i piękne otwarte przestrzenie, które zapadną wam na długo w pamięć po tym, jak wyłączycie ją i powrócicie do rzeczywistości. Gra za fabułę powinna dostać medal. Dawno nie widzałem tak skąplikowanej historii w grze. Zresztą, to powinniście ocenić sami, ale powiem wam jedno: nie zawiedziecie się na niej.
Zalety zaletami, ale wady też się znajdą lecz większych na szczęście brak. Do największych należy zaliczyć czasami pracę kamery. Np. mamy wykonać zaraz skok nad przepaścią, gdy tu nagle przy krawędzi kamera zmienia położenie i ustawia się za ścianą i nic nie widzimy. Większych wad nie stwierdzono, no, może poza źle dobranymi głosami, czasami postać mówi a głos słyszymy po kilku sekundach ale to może też być wina mojego kompa który do najnowszych nie należy.
Jeszcze na koniec szczegół: głosu jednej z głównych bohaterek Kaileen użyczyła Monica Bellucci, szczerze dla mnie nie ma to znaczenia, byle odgrywana kwestia nie brzmiała sztywno jak na pogrzebie, ale na pewno dla kogoś będzie to plus. Ostateczny werdykt będzie taki: jeśli szukasz porządnej, widowiskowej akcji i przy tym nie brzydzisz się krwi, to chwyć miecz w dłoń i staw czoło swojemu przeznaczeniu!
Kilan

Prince of Persia: The Sands of Time

dodano: 30-09-2005

Gierka zrobiona na bazie starej "Prince of Persia". Tym razem fabuła jest trochę inna. Młody Książę razem z ojcem jedzie na wyprawę przeciw Arabom. Chcąc zaimponować ojcu wykrada z twierdzy artefakty: Klepsydrę i Sztylet Czasu. Od tego momentu ciąży na nim klątwa. Musi zginąć.
Gierka jest wypaśna bynajmniej ja się nie zanudziłem grając. Polecam.
Logan Fallon

STAR WARS: Knights of the Old Republic

dodano: 24-01-2005

Jest to może nienajnowsza gra, ale za to najlepsza, w jaką kiedykolwiek grałem. Może inni mówią, że lepiej by było, gdyby nie bylo to RPG, a dla mnie jest to lepiej ze względu na to, że można zagrać taktycznie, a nie naciskać bezsensownie spację przed przeciwnikiem. Gra ma poza dobrą grafiką i muzyką przy małych wymaganiach, bardzo dobrą albo powiem wręcz świetną grywalność. Nie jest jak większość "hitów" monotonna (coś jak NFSU2 czy THUG2).
Ma bardzo rozbudowaną fabułę i jest to bardzo ciekawe podejście, tzn. nie ma wyznaczonej ścieżki, a jest więcej niż bardzo dużo decyzji. W grze robimy, co chcemy, lecimy na jaką chcemy planetę, rozmawiamy jak chcemy, jesteśmy mili, albo chamscy, jesteśmy na jasnej stronie mocy bądź na ciemnej. Ta gra nie jest podobna do żadnej innej i dlatego jest ciekawa. Wchodzimy w świat Gwiezdnych Wojen oraz tworzymy własną opowieść i to mi się bardzo podoba.
Gram już drugi raz i znalazłem inne zadania niż poprzednio. Mogę potem zagrać kolejny raz na ciemnej stronie mocy i nadal mi się nie znudzi (chociaż nie ukrywam, że zagrać w sequel byłoby lepiej).
Teraz napiszę, o co w grze chodzi. Jesteśmy mężczyzną lub kobietą o wybranym przez nas wyglądzie itd... . Najpierw budzimy się na statku, który jest bombardowany przez Sithów. Tam uczymy się grać, poznajemy nową postać i uciekamy ze statku. Lądujemy w kapsule ratunkowej na Taris, planecie, którą pokrywa wielkie miasto. Ratujemy piękną Jedi i uciekamy z Taris (tym razem Sithowie bombardują całą planetę, bo chcą pozbyć się groźnej dla nich przeciwniczki - owej Jedi). Lądujemy tym razem na planecie w enklawie Jedi (Dantooine) i tam zostajemy negocjatorem, obrońcą lub strażnikiem Jedi. Mamy rozwiązać kilka sporów, zadań i zagadek, po czym ukazuje się pierwsza część układanki głównego zadania w grze - pierwsza Gwiezdna Mapa. Potem mamy do wyboru 4 planety, 1 stację kosmiczną (większe zakupy i informacje) do wylotu, a na owych planetach musimy znaleźć Gwiezdne Mapy. Jak już znajdziemy, lecimy na kolejną planetę, na którą trafiamy nie mogąc dostać się do Gwiezdnej Kuźni, ale nie zdradzam fabuły ;P. W międzyczasie czeka na nas pełno mini-gier (może nie są aż tak mini, ale tak są nazwane ;P), czyli m.in. wyścigi ścigaczy, obrona statku przed myśliwcami Sithowskimi itd. . Jakby ktoś nie wiedział, to Republika i Sithowie to to samo, co Rebelia i Imperium, a akcja gry rozgrywa się ok. 4000 lat przed nową nadzieją (z tego, co wiem ;P - jeśli nie, to mam dziwne myśli i sorry ;P;P). Poza tym bardzo polecam grę, której przejście trwa ok... 33 godzin (razem ze wszystkimi zadaniami itd.)!!
Serek


Need for Speed: Underground 2

dodano: 24-12-2004

Grę na początku chcą mieć wszyscy, jak ją mają, to grają non-stop... ale niestety... po obejrzeniu kilkudziesięciu procent gry, zauważamy jej monotonność i aż nie chce się grać nawet po kilkudniowej przerwie. Niestety, to co drogie szybko się nudzi ;P. Gra w porównaniu z częścią pierwszą jest bardzo dobra, szczególnie biorąc pod uwagę grafikę i niewielkie (jak na te czasy) wymagania sprzętowe. Chodzi tu oczywiście o ściganie się na ulicach miasta nocą, wśród cywili. Fabuła i sama gra jest zupełnie inna niż w pierwszej części, gdyż tutaj mamy tzw. Explore Mode, w którym mamy dostępne całe miasto, po którego ulicach jeżdżą takie same oszołomy jak my i możemy się z nimi spontanicznie ścigać, na początku o 100$, potem o 200$ i tak do 400 i większych kwot, a do bardziej płatnych wyścigów, których przejście decyduje o procencie gry i odblokowaniu poszczególnych części, trzeba sobie podjechać samemu. Tak samo do sklepów z neonami, lakierni itd.
Najgorsze jest to, że gracz woli tuningować samochód niż nim później jeździć (po jakimś czasie gry oczywiście), a żeby przejść grę jeździć trzeba. Dobra, nie nudzę już, bo zamiast przedstawiać zaczynam opowiadać :). Ostatnia sprawa -
Plusy: bardzo dobra gra (niestety tylko na początku), tuningowanie nigdy się nie nudzi, dobra grafika, dźwięk i muzyka.
Minusy: ogromna monotonia gry (po jakimś czasie dostrzegana przez każdego, powinna się kończyć 30% wcześniej), ja nie, lecz koledzy spotkali się z błędem, który polegał na tym, że kolejne wyścigi nie pojawiały się (błąd w instalacji?) i gra dosłownie kończy się na powiedzmy 40%, poza tym tylko wysoka cena.
Serek


 Stronę widać od 01.09.2001
dzięki firmie "DiP"
Dziękujemy :)))

sklepano by Olo