Czwórka
       58-506 Jelenia Góra ul. Karłowicza 33 tel. 75 423 38      
Kontakt:       Redakcja - czworka@jelenia.gora.pl     Szkoła - gimnazjum4@jelenia.gora.pl


czwórka

Qlturka



Super Chłop i Czarownica

Film
Muzyka
Książka
Gra
Produkcje
Texty
Historie ze szkoły wzięte
Super Chłop i Czarownica
O nieuku
Pijany Sportowiec


Pewnego listopadowego dnia w 1479 roku w polskiej wiosce Wiocha żyła sobie czarownica Babamajaga, która była typową renesansową czarownicą. Była ona brzydką, paskudną, wredną i podstępną osobą. Mieszkała w wielkim szałasie z drewna, stojącym na zakazanej ziemi. Gotowała tajemniczy wywar. Gotując go nie wiedziała, co się za chwilę stanie. Nagle usłyszała grzmot. Spojrzała w górę i zobaczyła tajemnicze zielone światło, a potem zniknęła. To zielone to byli kosmici. Wydawałoby się, że to już koniec zagrzybiałej osoby, lecz gdy kosmici zbadali ją i dowiedzieli się, że była bardzo niesamowicie... brudna poprosili tylko, żeby niczego nie dotykała.
Po rozmowach z kosmitami (których tak jak teraz w renesansie nie brakowało) czarownica doszła do wniosku, że należy zawrzeć z nimi układ. Umowa była następująca: kosmici więcej nie nawiedzą ziemi (czego nie dotrzymali, a co widać dzisiaj na Discovery) i pomogą Babamajadze porwać dzieci z wioski. Kosmici odpowiedzieli, że są tu w dobrych zamiarach i nie chcieli porwać dzieci. Wtedy czarownica dotknęła ściany, zaraz pojawił się na niej grzyb. Kosmici zgodzili się na zrealizowanie nędznego planu Babamajagi.
Gdy nad Wiochą zaświeciło zielone światło koloru pleśni, wiochmeni (bo tak nazywali się mieszkańcy wioski) wiedzieli już, że czarownica powraca. Gdy światło zniknęło wszyscy cieszyli się, że nic się nie stało, ale mylili się. Dopiero po jakimś czasie mieszkańcy zorientowali się, że zniknęły dzieci. Panika. Wszyscy krzyczeli i bali się o los dzieci. Mijał czas...
Nagle pojawił się Super Chłop o imieniu Ireneusz Tencodzieciuratuje. Ireneusz był przystojny i wysportowany... jak to w baśniach bywa, ale było to kiedyś, bo ostatnio zaczął dużo jeść i utył.
Obiecał, że uratuje dzieci nawet ryzykując własną śmierć. Miasto podziękowało mu za bezinteresowność, po czym Ireneusz spojrzał na nich wielkimi oczami i powiedział:
- Nie mówiłem, że zrobię to za darmo.
Po czym wiochmeni zapytali: - Czego chcesz?
- 15 kg kiełbasy i po 10% złota od każdego z was - odpowiedział twierdząco nasz Super Chłop.
Mieszkańcy zgodzili się na ten interes. Super Chłop ruszył w poszukiwaniu światła.
Światło ujrzał po chwili... tak... tak... nie, to tylko świeczka u kogoś w domu. Światło zgasło. Ireneusz bał się...
Szedł...
Poszukiwał światła...
Szukał i szukał, ale nic z tego nie wyszło, więc porwał dzieci z sąsiedniej wioski i przyniósł do Wiochy.
Ludzie dali mu 5... 10... 15 kg kiełbasy i żadnego złota bo wszyscy na bezrobociu.
Okazało się że sąsiednia wioska zwana Miastem wysłała swojego człowieka o imieniu Janek Przekaźnik z groźbą ataku na Wiochę, jeżeli nie odda ona Miastu ich dzieci. Wyszło szydło z worka. Super Chłop dostał polecenie: albo znajdzie on dzieci, albo będzie musiał oddać kiełbasę.
Nie mógł sobie pozwolić na stratę tak cennej, a jakże, dla niego rzeczy.
Ruszył do chatki Babamajagi, bo pomyślał "a co tam będę bał się śmierci, gorsza strata kiełbasy".
W chatce znalazł wywar, podgrzał go i wypił. Okazało się, że to wywar antygrawitacyjny.
Ireneusz ruszył ku chmurom. Ujrzał talerz, talerz zupy, zjadł zupę i poleciał dalej. Znowu ujrzał talerz, tym razem duży i świecący na zielono. Tak... tak, była to Babamajaga z nowymi wspólnikami z księżyca krążącego wokół gazowej planety Planeta z odległego układu słonecznego. Wszedł do środka z nadzieją ujrzenia żywych jeszcze dzieci, gdyż pomyślał "inaczej nici z kiełbaski".
Ujrzał stojących przy wejściu kosmitów, mieli oni duże czarne oczy, wielkie usta jak Murzyni, nie mieli nosa i  mieli ciało jak człowiek, tyle że z czterema rękoma. Poprosił o pozwolenie na wejście, bo on tu w celach służbowych. Kosmici pozwolili wejść Ireneuszowi Tencodzieciuratuje. Było to spotkanie twarzą w twarz, oddechem nie mytych od roku zębów z oddechem nie mytych od urodzenia zębów. Ireneusz spojrzał groźnie na Babamajagę, która nie przestraszyła się go.
Babamajaga dała do zrozumienia Super Chłopowi, że nie ma z nią szans, lecz nie poddał się tak łatwo. Prowadził z czarownicą rozmowę o interesach.
Powiedział jej, że to czy wróci do wioski z dziećmi czy bez nich jest sprawą życia lub śmierci, mianowicie kiełbasy. Czarownica zapytała skrzeczącym głosem:
- Więc co proponujesz?!
Super Chłop po chwili namysłu odpowiedział, że jeśli odda dzieci, to odda jej cały swój dorobek i swoją żonę, gdyż było to mniej ważne od kiełbaski.
Po powrocie do Wiochy Babamajaga powiedziała Ireneuszowi, żeby więcej nie proponował jej takich układów, bo i tak się nie zgodzi, a teraz się zgodziła, gdyż był setnym gościem i dlatego potraktowała go ulgowo. Babamajaga wyprowadziła się do wioski Miasto, bo Ireneusz powiedział jej wcześniej, że łatwo jest tam samemu porwać dzieci i że jest ich tam sporo. Tak więc historia skończyła się szczęśliwie dla Ireneusza i dzieci, ale nie dla Miasta.
Byłby to koniec, gdyby nie to, że w każdej baśni happy end musi obejmować wszystkich.
Wracamy więc do Miasta, do miejsca gdzie Super Chłop porwał podstępnie dzieci. Babamajaga zbudowała tam nowy szałas, zrobiła anty-święcenie ziemi i zamieszkała tam. Po jej wprowadzeniu miastańczycy wiedzieli już, że knuje ona im niezłego psikusa.
Mieli rację, gdyż już po tygodniu zabrakło dzieci, lecz tym razem czarownica nie porwała ich dla czynienia zła bezinteresownie, tym razem zażądała okupu.
Zażądała władzy nad miastem i nieskończonej ilości kiełbaski biorąc przykład z Super Chłopa.
Miastańczycy nie zgodzili się gdyż... nie mieli tyle kiełbasy. Na ochotnika zgłosił się tym razem bezinteresowny Super Szlachcic o imieniu Janek Przepustka.
Janek podążał śladami czarownicy, szedł i szedł, aż dotarł do szałasu. W szałasie nakrzyczał na czarownicę, że może go nawet zabić, ale ma uwolnić bezbronne dzieci.
Babamajaga zastanawiała się co za idiota jej się trafił, ale nie wiedziała o jednym. Nie wiedziała, że Janek miał przy sobie znaki religijne, magiczną, święconą kulę i że zacznie się modlić. Jak wiadomo czarownice kochają szatana, więc na widok krzyża Babamajadze zrobiło się słabo.
Super Szlachcic rzucił w nią magiczną kulą. Nie mogła wytrzymać bólu, więc miała do wyboru: albo zginąć, albo przejść na jasną stronę.
Dokonał bardzo dobrego wyboru, przeszła na jasną stronę i oddała dzieci. Poślubiła Janka Przepustkę i wszystko skończyło się dobrze. Poświęciła anty-poświęconą ziemię, zamieszkała tam z Jankiem i wszyscy żyli długo i szczęśliwie.
Serek


 Stronę widać od 01.09.2001
dzięki firmie "DiP"
Dziękujemy :)))

sklepano by Olo